2015/06/25

nothing toulouse

IMG_9956

A city of beautiful pink brickwork and mesmerising dance of light and shadow. It was the first overwhelming (but not too agressive) heat that I've experienced after eight months spent in a rather warmth deprived area. If not for the heated pavements, you would almost want to take your shoes off to feel the surroundings with all body parts. For now though, it's enough for us to just stroke the bricks and stones, as if with some perverse deliberation, touch all the handrails, inhale the fragrance of the surroundings and zone out while listening to the incessant, soothing buzz of cutlery, steps, bicycles, French chat.

Miasto różowej cegły i hipnotyzującego tańca plamek rażącego światła i kojącego cienia. To był pierwszy upał, którego doświadczyłam po ośmiu miesiącach spędzonych w niedoborze ciepła. Gdyby nie te rozgrzane jak patelnia chodniki, chciałoby się zdjąć buty, by poczuć miejsce każdą kończyną i każdym skrawkiem skóry. Póki co wystarcza głaskanie cegieł i granitu, niby z jakimś perwersyjnym namaszczeniem, dotykanie metalowych poręczy, zaciąganie się okolicznymi zapachami, aż w końcu zupełnie się wyłączasz, wsłuchując się w nieprzerwaną, kojącą mieszaninę dźwięków sztućców, kroków, rowerów, francuskich pogawędek. 

F1000016
IMG_9948
IMG_9915

Decyzja o wybraniu się gdzieś po egzaminach była dość spotaniczna i podyktowana głównie ceną biletu. W dzień po moich urodzinach wsiadłyśmy z koleżanką w samolot, niezupełnie wiedząc, czego się po Tuluzie spodziewać, ale byłyśmy bardzo pozytywnie zaskoczone.

IMG_9937
IMG_9938

2015/06/14

elastic

F3780005_2

W zeszłym tygodniu wróciłam do Warszawy i jedyne, co do tej pory udało mi się osiągnąć, to rozpakowanie walizek, wypełnienie trzewi truskawkami (odrabiam niedobory z nawiązką) i wywołanie tych zdjęć z rolek filmu wypstrykanych w ciągu ostatni dwóch czy trzech miesięcy, więc dziś częstuję Was nimi. 

09440015

Zniknęłam na ten okropnie długi czas bez żadnego uprzedzenia, ale oprócz tych najoczywistszych powodów, doszedł też czynnik ogólnej dezorientacji. Musiałam sobie poukładać w głowie różne rzeczy i przeczuwam wiele nadchodzących zmian, także dotyczących tego miejsca tutaj - prawdopodobnie przeniosę blog na inną platformę i trochę go przearanżuję, ale wszystko w swoim czasie. 

F3780020
09440017
F3780017
F3780022

2015/03/31

tender tuesday: march treasures

Came back home a few days ago and after quite a frantic two month period at uni (which mostly consisted of typical struggles of an architecture student)(this must be stressed, sorry) I instantaneously switched to a going to do less than nothing this week. As a consequence, the amount of coffee I am now consuming is incommensurate with the level of my activity, but at least this may be why I finally got my shit together and am now self-consciously trying to write a new post.

Homecoming is, at least in my case I presume, a rather hedonistic attempt at trying to compensate for the typical student routine - which, although so exciting, is rather devoid of certain luxuries. That is how it must be - a non-existent sleep schedule, living in the studio, the dorm kitchen in a state where there are not even mountains, but plateaus of disgusting dishes and at some point you uncover that dodgy frying pan only to find some even more sketchy and disgusting three-weeks-old contents which make you want to puke and never come back. So I hope you now understand my motivation to relish in all these small everyday luxuries, hoping that it will be enough until the next time I'm home.

Kilka dni temu wróciłam do domu i po całych dwóch intensywnych miesiącach (w większości składających się z typowych rozterek studenta architektury)(trzeba to podkreślić), natychmiast przerzuciłam się na tryb o nazwie przez najbliższy tydzień mam zamiar robić mniej niż nic. W związku z tym ilość spożywanej kawy jest teraz trochę niewspółmierna do poziomu mojej aktywności, ale dzięki temu przynajmniej w końcu zebrałam się w sobie i nieśmiało próbuję wykorzystać tę nadwyżkę tworząc nowy wpis.

Powrót do domu w moim mniemaniu to trochę taka hedonistyczna rekompensata za studencką codzienność jaką jest niedospanie, większość doby spędzana w studio, kuchnia doprowadzona do stanu w którym piętrzą się już nie góry, ale płaskowyże nieumytych naczyń, a po zdjęciu pokrywki z czyjejś patelni odkrywasz zawartość sprzed trzech tygodni, której widok grozi wymiotem. Dlatego właśnie będąc w domu mimowolnie zachłystuję się małymi luksusami i liczę, że starczy mi tego na zapas.

image

READ / "Ukryty modernizm", Jan Strumiłło

Wyczekana książka, a luksus w tym tylko i aż taki, że dostałam kopię z dedykacją.


WATCH / "Eraserhead", David Lynch

Bo ostatnio oglądane filmy służyły głównie odreagowaniu i prokrastynacji, ewentualnie zaczerpnięciu inspiracji. Dziś mogę sobie pozwolić na luksus w postaci filmu, który wcale nie relaksuje, tylko krzywi mózg i niepokoi.

Untitled

WEAR / glitter mary jane pumps, American Apparel

I plan to wear these anytime I want to provoke the urge of conquering the world and being sassy. Just realised that this is the perfect description of how one should feel during their crit. WELL, I cannot wait.

Mam zamiar nosić je aby wywołać żądzę podbicia świata i bycia sassy. Właśnie zdałam sobie sprawę, że to doskonały opis nastawienia pożądanego podczas obrony projektu. Już się nie mogę doczekać.

Untitled

TOUCH / stones, pearls, marble

Untitled

LOOK / the Moon

Looking at this extraordinary thing is a luxury available to every living being on Earth. I used a telescope yesterday and to my surprise, the snaps I took with my phone looking through the lense turned out pretty decent. 

Luksus patrzenia na ten piękny twór ma za to każdy Ziemianin. Postanowiłam wczoraj wyciągnąć na balkon teleskop i ku mojemu zdumieniu mój radosny eksperyment całkiem się udał (pstryknęłam kilka zdjęć telefonem przez okular).


Untitled

Jak zawsze bardzo chętnie dowiem się o Waszych ostatnich znaleziskach. Lubię kraść cudze skarby. Do zobaczenia!



2015/02/22

bathrobe

IMG_9146
IMG_9145sm
Thank you Latifa for taking my picture

A short update with pictures of this very handsome city (can we take a moment to appreciate those acorns sitting on top of the facades of The Circus) that I took a while ago - and also, why not add a new post when I should be doing my layouts (as always, squeezing seven days worth of work into one day and no, I do not own a time-space converging machine). And a bonus for those who haven't seen me in ages, this is what I look like these days provided I care - except, I usually have bags under my eyes so big that it's no longer socially acceptable. The crit is in a week though, so I am excused. This kimono/bathrobe (BATHrobe.. geddit... okay I should stop) has lately been a lifesaver.

Have a very good last week of February everyone! (hopefully, less high octane than mine.)


Krótki update, o dziwo jeszcze żyję, a Bath jest wciąż tak samo ładne, nawet jeśli pogoda sobie żartuje. A poza tym, czemu nie dodać nowego posta, gdy powinnam właśnie produkować rzeczy, na które miałam cały tydzień.
Jako bonus zdjęcie tego, jak ostatnio wyglądam prawie każdego dnia, oprócz tego, że moje cienie pod oczami są zazwyczaj większe niż ustawa przewiduje. Kimono (szlafrok lub też szata Yody) stało się moim dobrym przyjacielem, zwłaszcza w dni, gdy budzę się piętnaście minut przed wykładem. Zarzucam je na siebie wybiegając z pokoju, jak zawsze spóźniona, i do sali pełnej punktualnych ludzi wchodzę w dystyngowanym szlafroku i udaną pewnością siebie (fake it till you make it dewizą na 2015).
Miłego ostatniego tygodnia lutego wszystkim życzę! (mogę już teraz pocieszyć, że na pewno będzie lepszy i mniej kofeinowy niż mój)

IMG_9114
IMG_9111
IMG_9113
IMG_9108
IMG_9106
IMG_9103
IMG_9128

2015/02/14

sleepwalking

52520028

How do you judge whether a lomo picture is good or not? Is "a good lomo picture" a thing at all? To be perfectly honest, I have no clue, but I do have a method of deciding whether it's just utter crap or I could show it to the world without feeling lame. That method is more or less just trying to imagine if the photograph would make it on the cover of a lo-fi/any genre you had no idea existed-band album. So random and pretentious it hurts, but yes, I'm that basic.
Anyway, it's high time to show you my latest pictures shot on film before there come those frantic days approaching my design studio hand-in. These were taken with my Hanimex point-and-shoot, the ultimate bargain that I found at a vintage market here in Bath. Loving this random overexposure burn and the sharp yet dreamy vibe. 


Jak się decyduje, czy lomo zdjęcie jest dobre czy złe? Czy coś takiego, jak dobre lomo zdjęcie w ogóle istnieje? Nie mam szczerze mówiąc pojęcia, ale za to mam metodę, która pomaga mi stwierdzić, czy wywołane zdjęcie jest zmarnowaną klatką czy jednak się do czegokolwiek nadaje. Otóż moja metodą jest wyobrażenie sobie, czy to zdjęcie mogłoby znaleźć się na okładce albumu lo-fi/jakiegokolwiek gatunku tak niszowego, że nie miałeś o nim pojęcia. Właśnie na tym polega moja spektakularna metoda.
Zanim więc nadejdą szaleńcze dni przed oddaniem projektu, a ja pogrążę się w czarnej rozpaczy - oto zdjęcia, które ostatnio wywołałam. Robiłam je czerwonym aparacikiem, większość tutaj w Bath, niektóre w Warszawie, gdzie spędziłam ostatni tydzień stycznia. Bałam się, że w ogóle nie będzie działał (kosztował podejrzane dwa funty), jednak efekty bardzo mile mnie zaskoczyły.